background
Testowy blog
  • Last
  • Facebook
  • Twitter
  • RSS
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 stycznia 2018

Środowisko EABS

(fot. Marek Wilczyński)

Można powiedzieć, że mamy we Wrocławiu nowe, prężnie działające środowisko muzyczne pod dowództwem Marka Pędziwiatra i Spisek Jednego. Panowie grają razem w EABS i Night Marks, a

czwartek, 14 grudnia 2017

Obrus i serce mam w paski


Zuzanna podczas koncertu podczas Dnia Trójkąta na Przedmieściu Oławskim
Wrocław, 2.09.2017 (fot. Alicja Kielan) 

Bardzo lubię nazywać Zuzannę pieśniarką, bo jest to urocze miano, w którym bardzo jej do twarzy.

czwartek, 30 listopada 2017

Guide to WROsound 2017: Elektronika zza granicy




Dobry DJ powinien być otwarty na zmiany – zmiany stylistyk, scen i płyt na odtwarzaczu. I tak jest z zagranicznymi gośćmi WROsoundu, którymi są: Lone, Alex Smoke, Addison Groove i Long Arm.

środa, 29 listopada 2017

Guide to WROsound 2017: Premiery w Imparcie



WROsound co roku prezentuje coś nowego: premiery płyt, pierwsze wizyty we Wrocławiu i całkowicie nowe projekty.

wtorek, 28 listopada 2017

Guide to WROsound 2017: R&S Records showcase





Poznajcie historię Reenata Vandepapaliere - człowieka, który wydał pierwsze kasety Aphex Twina, zebrał za to srogie cięgi, zderzył się z wielkim labelem, zwinął swoją wytwórnię, hodował konie i wrócił w samą porę, aby odkryć Jamesa Blake'a. Pierwszego dnia festiwalu WROsound odbędzie się

poniedziałek, 27 listopada 2017

Guide to WROsound 2017: Wrocławscy podróżnicy



WROsound będzie miejscem koncertowej premiery projektu kuratora artystycznego - Meeting By Chance. Ale Wrocław to nie tylko Marcin Cichy, czy wykonawcy znani z poprzednich edycji festiwalu: nasze miasto może pochwalić się całkiem nowymi talentami.

środa, 27 kwietnia 2016

JnO: Piano-pająk (dzień I)


Fot. Marek Maziarz

Największą gwiazdą pierwszego dnia święta muzyki improwizowanej był niewątpliwie występ Archie Shepp Quartet. Amerykański saksofonista to ulubiony jazzman Kim Gordon – liderka

wtorek, 26 kwietnia 2016

ENL: Wieczór dziesięciu Szekspirów



Europejską Noc Literatury rozpocząłem od fragmentu mojego ulubionego dramatu Szkspira - Makbeta. Jeśli chodzi o czytania, trudno znaleźć bardziej charakterystyczny głos niż ten Janusza Chabiora. W swojej interpretacji aktor poszedł jednak trochę w poprzek swojego fizys; jego Makbet

poniedziałek, 22 lutego 2016

Theme of Rome




Mimo upływu lat Ennio Morricone pozostaje jedną z najważniejszych postaci w muzyce rozrywkowej. Dość powiedzieć, że współtworzona przez niego stylistyka spaghetti westernu

niedziela, 24 stycznia 2016

KROPKI - KRESKI: Dance yrself clean

(fot. Marcin Oliva Soto)

Tydzień temu najfajniejszym wydarzeniem Weekendu Otwarcia Europejskiej Stolicy Kultury okazało się Silent Disco w cudownej Barbarze. 
Za konsoletą same gwiazdy Trójkowego Radiowego Domu Kultury - Michał Nogaś, Agnieszka Obrzańska i oczywiście Pani Szydłowska. 

Która totalnie zrobiła mi wieczór puszczając na swoim (niebieskim) kanale najlepszy zespół do tańczenia, czyli zmartwychwstały LCD Soundsystem.

Dziękuję < 3 

(nie to co Nogaś z jakimiś mainstreamem #tanipoklask #taniegranie #taniebity)


poniedziałek, 26 października 2015

WROsound: Fajnie było



4 i 5 grudnia odbędzie się siódma edycja festiwalu WROsound przedstawiającego najciekawsze projekty muzyczne z Dolnego Śląska oraz europejskich miast położonych nad brzegiem rzeki Odry. Kolejna odsłona tej uznanej imprezy powraca z ekscytującym zestawem całkowicie nowych muzycznych doznań, zanim jednak odkryjemy karty tegorocznego programu, sprawdźmy co słychać u artystów, którzy zaprezentowali się na scenach Impartu w 2014 roku.

Nervy - czyli Agim Dżejlili, Igor Boxx i Jan Młynarski – wydały długo oczekiwaną debiutancką płytę , która zebrała świetne recenzje, a Jarek Szubrycht uznał ją za najlepszą płytę 2014 roku. „Środki wyrazu natomiast mamy zupełnie nowe – elektroniczny galimatias wychodzący spod rąk Agima i Igora zderza się z rozbuchaną sekcją dętą, a cały ten chaos porządkuje żelazną ręką Janek Młynarski. Znakomity album z naprawdę nową muzyką”. Po WROsoundzie odwiedzili największe polskie festiwale, min. Audioriver w Płocku i gdyński Opener.

Kristen kontynuowało promocję równie dobrze przyjętego albumu The Secret Map. Razem z Maciejem Bączykiem, wrocławskim muzykiem znanym między innymi z Małych Instrumentów zespół wystąpił jako jedna z największych polskich gwiazd OFF Festivalu w Katowicach. Po zagraniu bardzo dobrego koncertu na Scenie Eksperymentalnej zarejestrowali sesję live dla KEXP, kultowej rozgłośni radiowej z Seattle. Ponadto wokalista Kristen Michał Biela otrzymał nominację do prestiżowego Paszportu Polityki w kategorii „muzyka popularna”.

Notopop pracuje nad nowymi utworami, a jedną z premier jest remix do utworu If you would autorstwa duetu producenckiego HAZE. Jest to także jeden z muzycznych owoców WROsoundu, gdyż pomysł współpracy artystów narodził się właśnie na naszym festiwalu.



Peter J. Birch kontynuuje wędrówkę po scenach nie tylko Polski, ale również Europy. Songwriter ma za sobą trasę koncertową po Ukrainie i w Niemczech. Twórczo również nie zwalnia tempa WROsound był miejscem premiery „Yearn” a za chwilę wydana zostanie kolejna płyta Petera „The Shore Up In The Sky”.

Premierą ostatniego WROsoundu była też płyta Moments tajemniczego duetu elektronicznego We Draw A. Wydawnictwo chwalił min. Bartek Chaciński: "Moim zdaniem to jedna z najbardziej obiecujących wizji nowej muzyki pop, jakie się u nas pojawiły w ostatnim czasie, swobodnie konkurująca z chwalonymi historiami pokroju Caribou, więc jeśli już naprawdę wam się nie podoba, to kupcie chociaż komuś w prezencie."

Babu Król wydał obszernie zapowiadane na WROsoundzie Kurosawosyny. Po szalonej trasie koncertowej muzycy pracują nad swoimi innymi, nie mniej zakręconymi projektami: Bajzel jako "Bajzel", a Budyń wraca do Pogodna.

Breslaux rozwija swoją działalność na coraz większą skalę. W przenośni i jak najbardziej dosłownie – wiosną występowali na wielkich przestrzeniach budynków z projektem Breslaux Light Show, spektakularnym widowiskiem światła i muzyki.

Milo Mailo dalej wysyła w świat pozytywny przekaz w towarzysząc takim artystom jak Mesajah i Paxton, a Pure Cityzen wciąż poszukują „pszczół zen”.

Zdecydowanie najgłośniejszym wydarzeniem szóstej edycji WROsoundu był triumfalny powrót do świata hip-hopu legendarnego Waldemara KASTY. A raczej do świata muzyki, bo w towarzystwie ekipy Electro-Acoustic Beat Sessions gatunki muzyczne przestają mieć znaczenie. Wyjątkowy koncert i gorące przyjęcie publiczności zachęciły Kastę do kontynuowania występów na żywo po długiej przerwie od muzyki.

Mamy nadzieję, że kolejna edycja WROsoundu będzie okazją do kolejnych ekscytujących muzycznych spotkań, zaskakujących powrotów, najciekawszych premier i inspirujących odkryć brzmieniowych. Na kolejną edycję festiwalu zapraszamy 4 i 5 grudnia, oczywiście do Impartu.

poniedziałek, 12 października 2015

Powoli wypuszczać powietrze

Król
11.10.2015 
Wrocław, Neon Side


Król to the xx z wąsami
Kto wie, być może właśnie typowo polskie (trójkowe) przywiązanie do cięższej muzyki gitarowej skłoniło go do porzucenia Macbooka Maurycego Kiebzak-Górskiego z Ul/Kr i kontynuowania solowej kariery w szerszym składzie koncertowym. Bez złośliwości trzeba jednak przyznać, że ze zrozumieniem panował nad głośnością obu gitar i oszczędził nam bluesowych zagrywek. Więcej było tam posępnego industrialu, a zwarta motoryka ostatnich utworów dała szansę sprawdzić jak brzmiałby Zoo Station gdyby U2 wylądowało po wschodniej stronie Muru Berlińskiego. Najbardziej znaczący dla zachowania klimatu był niewątpliwie udział perkusisty Mateusza Rychlickiego, znanego oczywiście z zespołu Kristen. Jego malutkie improwizacje rytmiczne i dynamika ciepłych uderzeń w analogowy talerz odpowiednio przekonująco niwelowały sztuczność elektronicznej poświaty.

Surowe zagrywki Króla mogły mogły przypominać gitarowy temat do Jamesa Bonda, ale równie dobrze zilustrowałyby polską klasykę (pop)kultury. Świetnym pomysłem na Narodowe Czytanie Lalki okazało się połączenie aktorskiej recytacji z podkładem muzycznym wykonywanym na żywo przez polskich artystów alternatywnych (Bajzel! Bobby the unicorn!!). Liczę na rozwinięcie podobnych inicjatyw, bo piosenki Króla wprost idealnie pasowałyby do poezji romantycznej. On sam dawał przykłady nastrojów narodowych nie tylko iście sarmackim wąsem, jak również kluczowymi frazami wieszczów. W tekstach angielskich hipsterów próżno szukać "Zaklęć" "Legend" czy "trzech zdrowasiek" a starannie dobrany sweter z angory na pewno nie gryzie jak ten z Powoli. Różnica pomiędzy oryginalnym, a polskim the xx najwyraźniej ukazała się w tekście o piesku. Angielskie słowo "puppy" jest uosobieniem sielanki i łagodności, podczas gdy "Szczenię" niewygodnie kąsa i szeleści swoim metalicznym odgłosem.


 

piątek, 25 września 2015

Live: Oszukać okrutny marazm


Idzie jesień i pewnie będą z nią problemy. Zimno, śpiąco i z nauką w tle. Pogoda pod psem i jeszcze szybkie zmroki do tego. Tytuł jest fragmentem piosenki Janka Samołyka Wrocław o tym, że "jesień wychodzę częściej na miasto / oszukać okrutny marazm". Jest to całkiem dobry plan, szczególnie jeśli na mieście dzieje się tak dużo fajnych koncertów. Zebrałem najciekawsze z nich zaplanowane na jesień we Wrocławiu. 

1.10   Avant Art Festival - Rimbaud / Felix Kubin / Syny - 25 zł 
4.10   John Porter Band - Stary Klasztor - 40 zł
6.10  Gus Gus - Eter - 
6/7.10  Taco Hemingway - Bezsenność / Stary Klasztor - HEHEHE żartowałem, oba wyprzedane XD
7.10   Katedra / Blue Horizon - Od Zmierzchu do Świtu - 10 zł
11.10 Król - Neon Side - 20 zł
10.10 Muchy Koncert urodzinowy - Stary Klasztor - 30 zł
16.10 Lilly Hates Roses / Rubber Dots / Eric Shoves Them In His Pocket - Firlej - 20 zł
21.10 Natalia Nykiel - Eter - 35 zł
23.10. Kamp! / Oxford Drama - Impart - 40 zł
25.10 Apparat - Eter - 110 zł
28.10 Natalia Przybysz - Eter - 35 zł
29.10 Pogodno - Stary Klasztor - 33 zł
9.11  Rykarda Parasol - Stary Klasztor - 35 zł
10.11 Nervy - Stary Klasztor 
13.11 Biedopad Festival - Kolega Doriana / Złota Jesień / Stara Rzeka / Kristen - Neon Side - 30 zł
14.11 Skubas - Stary Klasztor - 
20.11 Rita Pax - Impart - 

Na pewno będę na Lilly Hates Roses i na pewno - pomimo moich szczerych chęci - nie będzie mnie na Natalii Nykiel i Oxford Drama. Po fantastycznym występie na WROsoundzie nie odpuszczę też Nervów.
A, właśnie, najważniejsza data :D

4/5.12 WROsound - Impart

niedziela, 19 lipca 2015

#200

(Pisanie pisaniem, ale generalnie to koncerty mnie najbardziej kręcą #jaramsię)



Z dumą zapraszam do dwusetnego posta na blogu Sit and wonder.
Dla mnie to bardzo dużo. O ile pierwsza setka i tak musiała kiedyś nadejść, to spokój z jakim pokonuję kolejne trzycyfrowe granice jest bardzo odprężający. Dlatego pozwolę sobie na chwilę prywaty i celebracji własnej fajności - oto dlaczego cieszy mnie to tak bardzo.

Po pierwsze, podstawową rzeczą do odczuwania jakiejkolwiek dumy jest to, ze blog po prostu istnieje i teksty pojawiają się na nim regularnie. Dokałdnie rok temu, w poprzednie wakacje założyłem sobie, że poświęcę kawałek lata na pisanie. Nie chodziło o fejm czy poprawę statystyk, ale opanowanie czysto technicznej umiejętności pisania krótkich tekstów. Pomysły to jedno, a artykułowanie ich dalej to już zupełnie inna sprawa.

Najbardziej cieszę się jednak z różnorodności tekstów. Na tym blogu jest dwieście zupełnie różnych postów; różnych perspektyw i tematów. Nie interesowało mnie nigdy klepanie schematycznych recenzji w stylu "X pochodzący z Y nagrał nową płytę pt. Z", podobnie jak serwowanie playlist z wyszukanymi nowinkami. Bynajmniej nie uważam tego za jakąś pośledniejszą formę przedstawiania muzyki - po prostu doskonale wiem, że nie znam takiej ilości muzyki, która pozwalałaby na rzetelną selekcję. Nie ogarniam premier i nie chce mi się buszować po chmurach dźwiękowych. Jest bardzo prawdopodobne, że moja metoda pisania wzięła się z lenistwa - zakładam, że jeśli o czymś nie słyszałem, widocznie nie jest to na tyle ciekawe, aby się tym zajmować.
A poważnie: nawet mniej niż o muzykę chodzi mi o kontekst. Ten większy temat, który wykracza poza odtwarzacz i, być może, ma wpływ na społeczeństwo albo opisuje otaczający nas świat. Jeśli dzięki moim tekstom ktoś odnajdzie nowe znaczenie, albo potwierdzi moje wyłącznie przypuszczenia... będzie super.

Z okazji 200 tekstów prezentuję wybór 20 najciekawszych tu tekstów. Kolejność chronologiczna, kryteria dowolne - bardziej sentymentalne niż prezentujące sprawność techniczną.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2010/08/love-comes-tumbling.html
Love comes tumbling o piosence U2 pod tym samym tytułem.
Blog ma już 5 i pół roku, więc pierwsze posty pisał 17-letni gimbus grafoman. Generalnie nie polecam wracania do tych początków; sam mam przed tym zrozumiałe opory. Niczego jednak nie usuwałem - trochę z sentymenty, trochę dla zachowania perełek takich jak ta. Tekst zainspirowany oczywiście U2 i oczywiście sercowym rozczarowaniem.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2011/03/wiernosc-w-stereo.html
Wierność w stereo o Top-five-list płyt wczesnego życia.
Tekst inspirowany powieścią Nicka Hornby'ego o tym samym tytule (org. High Fidelity), w której główny bohater układał ulubione rzeczy w Top-5-list. Tak jak książka stała się inspiracją dla połowy bloga, tak samo postać Roba Gordona - szukającego w płytach rozwiązania problemów z dziewczynami - ustawiła drugie pół mojego życia.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2011/05/its-time-to-get-away.html
It's time to get away o LCD Soundsystem.
Historia tego bloga to także historia wspaniałych ludzi, których poznałem. Tutaj opis pewnego imprezowego wieczoru, którego poznałem przyszłą pannę aktorkę. Sylwetka super cool postaci z Machiny także stała się charakterystyczna dla podejmowanych przeze mnie tematów.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2011/08/guilty-playlist-pleasures.html
Guilty playlist pleasures o tym co gra w komercyjnym radiu.
Pewnie najśmieszniejszy mój tekst. Pisząc tak na poważnie trudno rzucać sucharami, ale ironia na masowe gusta zawsze jest spoko.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2011/10/sp-7-zostane-przy-tobie-od-zawsze-tak.html
Zostanę przy tobie, od zawsze tak robię o Nic więcej Izy Lach.
Siła fejmu. Przeżyłem mały zawał serca kiedy zobaczyłem jak nagle wystrzeliły w górę statystyki wejście na bloga. Okazało się, że podlinkowała mnie na twitterze sama Iza lach. Jarając się jej fantastycznym singlem nawet nie marzyłem o podobnym zaszczycie (a jak napisałem o niej drugi raz, też mnie zaznaczyła na swoim blogu #tylewygrać )

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2011/10/i-am-trying-to-break-your-heart.html
I am trying to break your heart o płycie Yankee Hotel Foxtrot zespołu Wilco.
Mój największy eksperyment formalny. Coś w rodzaju, sam już nie wiem, monodramu z podziałem na sceny obrazujące kolejne piosenki z albumu. Ale przecież w całym pomyśle z blogiem o to właśnie chodziło - wypisanie się jak tylko (mi się) zechcę.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2011/12/sp-7-flipery-i-brutalne-disco.html
Flipery i brutalne disco o legendarnym Marcello zespołu Kobiety.
Mieszkając w internacie beztrosko pisałem sobie po nocach i czasem udawały mi się takie ładne kawałki. Prawie tak ładne jak ten Nawrockiego: czuję się przy tobie mocno / tak jak młodzi chłopcy wiosną.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2012/06/pierwsza-dama-polskiego-niezalu.html
Pierwsza dama polskiego nieżalu o karierze Moniki Brodki.
To, że Granda będzie super wiedziałem od razu, ale styl w którym stała się najważniejszą polską płytą dekady musiałem już sobie rozpisać. A częstochowski Frytka OFF Festiwal (podobnie jak Noc Kulturalną) zawsze wspominam bardzo ciepło.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2012/10/tutaj-zawsze-debiutujesz-starasz-sie.html
Tutaj zawsze debiutujesz, starasz się być na bieżąco o moim debiutanckim Wrocławiu z zepołem Muchy.
Moje przywitanie z Wrocławiem i, patrząc z dzisiejszej perspektywy, jednak pożegnanie z Muchami - już nigdy nie znaczyli dla mnie tak wiele jak w liceum. Swoją drogą, aż dziwne dlaczego nie napisałem jeszcze o mojej miłości do tego miasta; a było to uczucie jak u Kylie Minogue - Love at first sight.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/02/najwazniejsze-z-trzynastego.html
Najważniejsze z trzynastego o wydarzeniach roku 2013.
Nowy początek; dzieje blog amożna spokojnie podzielić na przed i po topie 2013. Miałem tak dużą przerwę, że od nowa uczyłem się dobierać słowa i układać zdania. No i chyba się udało - szeroki horyzont, ale zmieściłem się w konkretnych "zjawiskach" które później rozszerzałem do całych tekstów.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/06/sp-7-ona-lubi-jego-pyty-on-lubi-jej.html
Ona lubi jego płyty, on lubi jej kolczyki o Lemoniadzie Sonimiki.
Formalne cudeńko (jak na mnie). Tak mi się spodobał układ tego tekstu - wstęp, dwie rzeczy i zakończenie - że został już na dobre. Tam się nawet coś dzieje, jakieś ironie, rozumowanie jak w tekście piosenki, zmiany i rozwiązania; ale ci, nie wolno się chwalić.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/05/ciezkie-ksiazki-one-minute-they-arrive.html
One minute they arrive - next you know it's gone o książce Sunset Park Paula Austera.
Tutaj ta forma tekstów już ostatecznie się wykrystalizowała. Bałem się pisać o książkach, bo przecież nie będę wiedział o nich tak wszystkiego jak z 3 minutową piosenką, a przecież muszę napisać o WSZYSTKIM, nawet na pięć stron. Ale Auster tak bardzo mi się spodobał, że zdecydowałem się tylko na wybrane motywy - i okazało się, że wyszło to bardzo zgrabnie. Że lepiej czyta się mniej niż więcej.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/07/trying-to-be-cool.html
Trying to be cool o teledysku Phoenix i trochę o fajności Openera.
Kilka rzeczy, o których chciałem powiedzieć wcześniej, a pomysł na połączenie ich wziąłem z teledysku do samej piosenki. Tekst bardzo cool.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/06/zabawie-sie-dzis-twoja-gowa-tylko.html
Zabawię się twoją głową - tylko powiedz jeszcze słowo o płycie Safari zespołu Pustki.
Tak kapitalna płyta zasługuje na dobrą recenzję, więc czekałem z napisaniem jej do samego koca. Wreszcie ustawiłem sobie deadline na cykl o Openerze, który też fajnie wziął mnie w garść. Ponoć niektórzy przekonali się do Safari dzięki temu tekstowi, co dla autora jest największą pochwałą.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/07/off-so-i-brought-with-me-these-here.html
One for the cuts, and two for the scars o Love to love Jonathana Wilsona z OFF Festiwalu.
Cykl tekstów o OFFie był naprawdę szalony, do dziś nie wiem jak zdążyłem napisać te wszystkie teksty. Bo trzeba przypomnieć, że druga połowa lipca to w moim Domu okres największej pracy, więc pisałem je gdzieś po nocach i na komórce. Ale należy się, bo to zdecydowanie najlepszy festiwal.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/10/dzis-mam-peniutka-ciebie-kieszen.html
Dziś mam pełniutką ciebie kieszeń o koncercie Zuzanny Moczek z jakimś Czesławem.
Jeśli miałbym wybrać z całych dwustu tylko jeden tekst byłaby to właśnie relacja z koncertu Zuzanny. Jest tam wszystko co decyduje o sile (?) i wyjątkowości (?!?!?!) tego bloga. Wyjątkowość wydarzenia, bo wiedziałem o tym koncercie jako jeden z nielicznych, oddzielna historia, zgrabna telewizyjna analogia z Czesławem oraz moje indywidualne przemyślenia na ogólniejszy temat muzyki,  No i oczywiście urocza songwriterka. Historia z kulis - chciałem podziękować bratu Zuzy, który nie mógł pojawić się w Pajęcznie, bo właśnie jego bilet przejąłem i miałem okazję uczestniczyć w tym wyjątkowym wieczorze.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2014/10/wrosound-our-first-chance-is-their-last.html
Our first chance is their last dance o rozmaitych atrakcjach festiwalu WROsound.
Pomoc przy organizacji festiwalu WROsound to dla mnie coś w rodzaju spełnienia marzeń. Bo moja muzyka, bo Wrocław i nawet pisanie na blogu coś się przyczyniło do tego, że Ola z Tomkiem zwerbowali mnie do tego wydarzenia (dziękuję!). Bardzo dużo się tam nauczyłem - nawet z pisaniem - czego dowodem jest ta, napisana w godzinę "ostatnia prasówka". Z początku spanikowałem na deadline, bo nie miałem pomysłu, ale przyszło jakoś fajnie.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2015/03/kropki-kreski-motor-motor-motor.html
Motor motor motor o koncercie zespołu Jazzpospolita.
Tekst napisany na gorąco po koncercie, ale najbardziej cieszy mnie coś innego - zupełnie niespodziewanie wyszło mi coś w stylu Trumana Capote. Chyba. Bardzo dużo go wtedy czytałem (Słychać muzy) i myśl, że udało mi się przenieść coś od takiego mistrza jest bardzo satysfakcjonująca.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2015/03/good-woman.html
Good woman o spektaklu Otello Grupy Pod Wiszącym Kotem.
Tutaj jestem dumny nie z siebie, ale z moich "dzieci" z koła teatralnego. Są super. Chciałem pokazać to tak bardzo, że napisałem nawet o sztuce teatralnej.

http://sit-and-wonder.blogspot.com/2015/06/enl-wyobraz-sobie-ze-zawsze-masz-czas.html
Wyobraź sobie, że zawsze masz czas o parapetówce wrocławskiej Barbary z Lechem Janerką.
Wybierając Wrocław jako miejsce do studiowania nie kierowałem się tak bardzo czynnikami edukacyjnymi. Lubię socjologię, ale Koszarowa jest na końcu świata i takie tam. Największe nadzieje zwróciłem do samego miasta, które w 2016 roku miało się stać Europejską Stolicą Kultury. To tak niesamowite, ogromne i fascynujące wydarzenie, że nie mogłem go przegapić. Pomyślałem też sobie, że super byłoby w nim uczestniczyć - do tej pory widziałem z bliska takie najlepsze festiwale jak WROsound czy Jazz nad Odrą, a jakiś miesiąc temu uczestniczyłem w kolejnym otwarciu Barbary. Miejsca tak legendarnego dla Wrocławia jak sam Lech Janerka na którego tekście do Wyobraź sobie nie tyle się opieram, co stoję na nim obiema nogami. Robię to z nieukrywaną przyjemnością - mam nadzieję, że inspiracja tym miastem pomoże mi jak najczęściej opisywać jego życie kulturalne, bo przecież już za chwilę zadzieją się tam wielkie rzeczy.


Dziękuję wszystkim za czytanie, wsparcie, obecność i uwagę.

środa, 17 czerwca 2015

ENL: Wyobraź sobie, że zawsze masz czas


Lech Janerka
12.06.2015, BARBARA, Wrocław, Parapetówka Barbary.

Wrocław zaczyna świętować.
Europejską Stolicą Kultury zostanie dopiero z początkiem 2016 roku, ale już teraz całe miasto żyje nadchodzącymi wydarzeniami. Następny weekend przyniesie prezentację programu ESK (podczas wielkiego widowiska, na stadionie), a miniony sprezentował Wrocławianom dwa darmowe koncerty. W piątek na parapetówce Barbary (infopunkt/kawiarnia/kultura) zagrał Lech Janerka, a sobotnią Europejską Noc Literatury przedłużył zespół Świetliki. Legenda wrocławskiej alternatywy i krakowski bard/pijus Marcin Świetlicki to artyście zaprawdę ponadczasowi. Nie chodzi tylko o miejsce w Historii jakie sobie zapewnili, ale przede wszystkim o ich własny sposób postrzegania czasu. Jednostkę którą mierzą upływ wydarzeń i perspektywę oddalania się od trwających momentów.



Lech Janerka już od dawna nigdzie się nie spieszy. Ostatnią płytę (Plagiaty) wydał 10 lat temu, a nowy materiał ponoć istnieje - z tym że muzyk nie znalazł jeszcze czasu na spisanie słów piosenek. Nie wiadomo więc jak ze spełnieniem artystycznym, ale zdaje się, że Janerka osiągnął życiową harmonię. Dokładnie taką jaką wymarzył sobie w piosence Wyobraź sobie o kołysaniu się na malachitowym tle. Gra punka i reggae, a nawet jeśli śpiewa coś od rzeczy, pozostaje uosobieniem terminu "stoicki spokój". Wysunięty berecik przypomina łebek żółwia, choć zupełnie odrębna specyfika sylwetki Lecha odsyła do figury nieruchomego derwisza wspartego na lasce kilkanaście centymetrów nad ziemią.

Barbara miała swoją parapetówkę, więc można byłoby wybaczyć jej ewentualne niedoskonałości, ale wszystko jest dobrze i wszystko w sam raz. Retrospektywny charakter setlisty i doświadczenia wypisane na twarzy samego Janerki pozwoliły mu przywołać dawną, legendarną odsłonę Baru Barbara z lat 80-tych. Bardzo dobrze, że upomniał się o obecność w menu kremu sułtańskiego, a koordynatorzy (Joanna Męczyńska i Marek Gluziński) zadbali o jego obecność po latach w tym samym miejscu.

Świetliki
13.06.2015, Arsenał Miejski, Wrocław, Europejska Noc Literatury.



O ile Lech Janerka wybrał duchową emigrację poza czas, to zespół (brutalnych doświadczeń) Świetliki ucieka z rzeczywistości w zgoła inny sposób. Za pomocą alkoholu. Tkwią w tym samym miejscu, boleśnie kręcąc się w kółko. Jak w szyldzie ekipy - bywa nieprzyjemnie. Zdarza się tępe odbijanie od ściany do ściany, a a nawet pełen rezygnacji bluzg rzucany na odpierdol się (Gotham). To wszystko jednak groźnie wyglądające rekwizyty, plastikowe kubeczki z whisky kupione w Żabce za rogiem. Pod całym tym brudem, przesterem (pozerem?) i ogorzałą gębą kryją się ogromne złoża melancholii. Bo przecież nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna; już nigdy nikt nie bedzie mówił o używkach z taką tkliwością i umiłowaniem. Spod rozrzuconych gratów wyziera się światełko iście barokowo harmonijnych aranżacji. Tak jak przestrzeń instrumentalium jest wyraźnie inspirowana wczesnym U2 (z czasów The Unforgettable Fire), tak samo słynne Zrób mi nieporządek w chaosie okazuje się być trawestacją... Belle and Sebastian piszczących Colour my life with a chaos of trouble.
Niechlujne pijaństwo? Nic z tych rzeczy. Szeroki gest, krakowski spleen i pogodny letarg w półkroku do gwiazd.


PS. Pewnej Osobie chciałbym zadedykować wers niekoniecznie od Świetlickiego, ale z Janerki: "Nie musisz jeść i nie trzeba też spać"

środa, 10 czerwca 2015

ENL: Automat z wodą gazowaną z syropem lub bez


Cytując materiały organizatora zapraszam na świetne wydarzenie, które dziać się będzie w całym Wrocławiu. Bardzo polecam, bo to już trzecia edycja, w której będę miał przyjemność uczestniczyć. Oryginalna, stymulująca dobrym i mądrym słowem akcja. Takie czytanie, tylko bardziej. 

Trzecia edycja Europejskiej Nocy Literatury we Wrocławiu!

10 współczesnych autorów, 10 czytających w 10 niezwykłych miejscach w centrum miasta oraz literackie niespodzianki! Już 13 czerwca we Wrocławiu po raz trzeci odbędzie się wyjątkowe święto czytelników, co roku przyciągające tysiące odbiorców.

Europejska Noc Literatury we Wrocławiu, to jeden z elementów programu Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Cały czas rozszerzamy formułę #ENLwro, by zachęcić nowych odbiorców do kontaktu z żywym słowem. Dlatego w tym roku, oprócz bogatego programu wydarzeń dla dzieci, na który złożą się warsztaty i wrocławska premiera nowego spektaklu Teatru Uszytego z Krakowa, przygotowaliśmy dwie literackie niespodzianki.
___________________________________________

Czytania we wszystkich miejscach rozpoczną się w tym samym czasie i będą się odbywały co pół godziny przez piętnaście minut. Dzięki temu każdy uczestnik będzie miał szansę wysłuchać wszystkich dziesięciu tekstów.

☛ GODZINY CZYTAŃ:
18.00 / 18.30 / 19.00 / 19.30 / 20.00
20.30 / 21.00 / 21.30 / 22.00 / 22.30

WSTĘP WOLNY

✍ Umberto Eco „Temat na pierwszą stronę” | Włochy
✰ czyta KATARZYNA HERMAN
Muzeum Architektury we Wrocławiu, ul. Bernardyńska 5*

✍ Michel Houellebecq „Uległość” | Francja
✰ czyta JACEK BRACIAK
BWA Wrocław |Galeria Awangarda, ul. Wita Stwosza 32*

✍ Uładzimir Niaklajeu „Automat z wodą gazowaną z syropem lub bez” | Białoruś
✰ czyta WOJCIECH BONOWICZ
Dziedziniec Instytutu Historii Sztuki | Uniwersytet Wrocławski, ul. Szewska 36*

✍ Sofi Oksanen „Gdy zniknęły gołębie” | Finlandia/Estonia
✰ czyta MAJA OSTASZEWSKA
Aula Leopoldina | Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego, pl. Uniwersytecki 1

✍ Jaume Cabré „Jaśnie Pan”| Hiszpania
✰ czyta SŁAWOMIR ORZECHOWSKI
Przejście Żelaźnicze*

✍ Serhij Żadan „Mezopotamia”| Ukraina
✰ czyta ERYK LUBOS
Stary Ratusz | Muzeum Miejskie Wrocławia, Rynek-Ratusz

✍ Marin Mălaicu-Hondrari „Bliskość” | Rumunia
✰ czyta MARIUSZ KILJAN
Barbara: infopunkt, kawiarnia, kultura, ul. Świdnicka 8b*

✍ Hanif Kureishi „Ostatnie słowo” | Wielka Brytania
✰ czyta ŁUKASZ GARLICKI
Centrum Sztuki WRO, ul. Widok 7*

✍ Carlos Fuentes „Nietzsche na balkonie” | Meksyk
✰ czyta BARTOSZ PORCZYK
Księgarnia Hiszpańska Elite, ul. Szajnochy 5*

✍ Tove Jansson „Wiadomość” | Finlandia
✰ czyta MAJA BOHOSIEWICZ
Galeria Miejska we Wrocławiu, ul. Kiełbaśnicza 28

_______________________________________

>>> PROGRAM TOWARZYSZĄCY <<<

GOŚĆ SPECJALNY
EUROPEJSKIEJ NOCY LITERATURY:

16.00–17.30
„Zdążyć za Hanną Krall” – spotkanie z wybitną reporterką i pisarką

☞ Prowadzenie JACEK ANTCZAK, fragmenty książek przeczyta MAJA OSTASZEWSKA

Aula Leopoldina, pl. Uniwersytecki 1





Jeśli mowa o najlepszym festiwalu literackim, to warto wspomnieć o NAJLEPSZYM festiwalu muzycznym. OFF Festival ogłosił właśnie dzisiaj swój dokładny line-up.

Dostępny tutaj:
http://off-festival.pl/aktualnosci/Plan 
(a w bardziej czytelnej wersji od bloody bootlegs tutaj):
 https://dl.dropboxusercontent.com/u/92535780/off_2015_lineup_v.1_color.pdf

Jeszcze nie ogarnąłem dokładnie, ale największym chamstwem Rojka wydaje się na ten moment zdublowanie największego headlinera - Ride - z mocarnym jazzem dziewczyn z Selvhenter. No ja nie wiem co zrobię. Ale to OFF, więc może być tylko super.

piątek, 1 maja 2015

JnO: Science Fiction

(fot. Sławek Przerwa)


The Bad Plus plays Ornette Coleman's Science Fiction
16.04.2015, sala teatralna Impartu

Ten właśnie koncert był najlepszym na 51. edycji festiwalu Jazz Nad Odrą we Wrocławiu.
Oczywiście tylko moim zdaniem (skądinąd wiem, że Panu Dyrektorowi Możdżerowi nie podobał się tak bardzo). Kompozycje pochodziły z wydanej w 1972 roku klasycznej płyty Ornette Colemana, a tego wieczoru błyszczały właśnie świeżością, a wykonania iskrzyły się pomysłami. Pozorny chaos był pełen fantastycznej energii, a współpraca między oryginalnym triem tworzącym zespół The Bad Plus, a sekcją dętą była wzorcowa; czy lepiej powiedzieć "kumpelska".
Tak pewnie brzmi "eklektyzm" i taki zespół mógłbym równie dobrze usłyszeć na OFF Festivalu.



TOP 10 Jazzu Nad Odrą
(tyle widziałem)

1. The Bad Plus plays Ornette Coleman's Science Fiction
2. David Sanborn - taneczność jak u Bowiego
3. Zohar Fresco Quartet - akustyka strun
4. Artur Dutkiewicz Trio - klimat jazzowego wieczorku
5. Piotr Wojtasik - Feel Free - charyzma pana Wojtasika (nic dziwnego, że ma swoje gruppies, true story)
6. Seamus Blake Quartet - poszukiwania zespołowe
7. Dave Douglas - dużo elektroniki, przez co koncert był trochę jednak nijaki, przezroczysty
8. Lee Konitz Trio - stateczny jazz prosto z Chicago
9. Quartado - nieco groteskowa odmiana rockizmu w jazzie
10. Expansions : Dave Liebman Band - hałasy pod batutą szacownego mistrza. I tyle.

specjalne wyróżnienie za świetną zabawę na afterze dla Lion Vibrations - nie mogło być fajniej :D


sobota, 25 kwietnia 2015

Not a word and dive into the night



Prawie rok temu byłem na bardzo przyjemnym koncercie.
8 maja 2014 roku, podczas gdy Juwenalia Politechniki Wrocławskiej zbierały swoje głośne żniwo piwem i hip-hopem, po drugiej stronie miasta Michał Biela grał swoje pierwsze solowe piosenki.
Właściwie powinienem powiedzieć "na drugim końcu miasta" bo zamiast zatłoczonych tramwajów jadących na Teki wybrałem opustoszały 146 na ul. Działkową, do Ośrodka Postaw Twórczych. Trudno pewnie o większy kontrast sytuacyjny - ledwo znalazłem maleńki dom kultury z niskimi ogrodzeniami placu zabaw. Garstka gości czekała na schodkach w cieple wieczoru, w spokoju ciszy otaczającej to malutkie zgromadzenie.

Tak skromna i alternatywna do centrum miasta lokalizacja została wybrana ze względów jak najbardziej praktycznych - placówka była (najprawdopodobniej) prowadzona przez znajomych pana Michała, który mieszkał kiedyś we Wrocławiu. Pomiędzy biurowymi krzesełkami latały sobie mniejsze dzieci, a koledzy-techniczni mówili z sobie po imieniu z Panem Gwiazdą ustawiając jasne światła pojedynczych reflektorów dających ciepłą atmosferę.




Na rozgrzewkę gości przywitały dziewczyny z Enchanted Hunters nadając przedstawieniu nieco ascetyczny kształt. Po nich na scenie zmieścił się Michał Biela z zespołem, aby odegrać swoją pierwszą płytę pt. "michał biela". Nie oznacza to bynajmniej wersji full-band; tylko akustyczne warstwy i smyczki (Karoliny Rec). Proste piosenki przeniesione w skali 1:1, bez pogłosów czy sampli - każda partia chórku była nakładana osobiście przez Bielę i wykonawczynie. Staranność, która kojarzy se bardziej z przygotowywaniem domowych ciasteczek, niż z tworzeniem muzyki do radia. Bo to nie jest przecież muzyka do puszczania w radiu, nawet Trzecim. Tak kruche utwory należy chronić, ogrzewać ciepłem kominka i zamykać w pokojach gościnnych przyjaciół, albo podczas wspólnej nocnej przejażdżki. One summer night jest taką ogniskową przyśpiewką: może nie tylko dla wtajemniczonych, bo każdy zachwyci się jej leniwą urokliwością. Ale tylko niewielkie grono odnajdzie w tym znajome żarciki i wspóln(otow)e wspomnienia. From there all its lights make sense now.

Chcąc niejako wkupić się w łaski Michała Bieli nabyłem jego płytkę. Oprócz tego, że była dobra i tania, okazało się, że nie chodzi w niej wcale o jakiś zysk, a bardziej o przysługę dla wykonawcy. Zdradził nam, że to siostra pomogła mu finansowo w wydaniu tekturowej broszury z narysowanym na czerwono (anatomicznym) sercem. Nie chcę powiedzieć, że był jakoś biedny, albo miał żerować na naszych ludzkich odruchach - stało się to po prostu kolejną stroną rodzinnej historii.

Później zadziały się też inne miłe rzeczy. Biela zawitał ponownie do Wrocławia wraz ze swoim zespołem Kristen, a okazją do spotkania stał się festiwal WROsound. W związku z długą nieobecnością w swym starym miejscu zamieszkania Michał zachęcał nawet publiczność o nadrobienie informacji przez zadawanie mu pytań. W grudniu dotarła zaskakująca wiadomość o nominacji - już artysty - do Paszportu Polityki w kategorii "Muzyka popularna" co pewnie zwiększyło jego rozpoznawalność kilkakrotnie. Prestiżowego dokumentu niestety nie otrzymał, ale był to promyczek pewnej sprawiedliwości. Trzecia sympatyczna niespodzianka pojawiła się dwa tygodnie temu, gdy do solowej trasy "Michał Biela" dopisał występ we Wrocławiu. Ponoć ktoś bardzo pomógł w tym, aby jednak zagrał na nas kilka ballad i ten miły ktoś znalazł Bieli miejsce w Księgarni Hiszpańskiej La Librería Española de Wrocław. 
Koncert odbędzie się dzisiaj, 25 kwietnia o godzinie 20:00. Bardziej w centrum - na ul. Szajnochy 5.
Serdecznie zapraszam.


piątek, 17 kwietnia 2015

JnO: The right stuff

(fot. Sławek Przerwa)


Seamus Blake Quartet
15.04.2015, sala teatralna Impartu
51. Jazz nad Odrą


Zespół Seamusa Blake'a nieustannie gonił dźwięki. Lider swoją grą na elektronicznym klarnecie (a przynajmniej czymś co przypominało taki instrument) starał się upodobnić do brzmienia keybordu. Robił to tak skutecznie, że trudno było rozróżnić który z panów gra określoną partię. Wykonanie niewątpliwie efektywne technicznie, ale mam wątpliwości, jak bardzo efektywne okazało się dla słuchaczy jazzowych. Dla mnie, który kojarzy "klasyczny jazz" tej elektroniki było trochę za dużo, a dźwięk elektronicznych klawiszy był raczej kanciasty; dźwięki Blake'a kołatały się jak w kartonowym pudełku. Uwolnienie przyszło razem ze zmianą instrumentu artysty. Kiedy brał do ust saksofon jego gra od razu stawała się szybsza, bardziej swobodna i pływająca pomiędzy klasycznymi ramami taktowymi.

Seamus i spółka gonili też za rytmem. Kotłujące się metrum mają chyba w standardzie, a na koncercie dokładali sobie jeszcze kolejne warstwy niespokojnego automatu perkusyjnego. Oczywiście nie znam się na pod-gatunkach jazzowych, ale takie zabawy taktem oznaczają chyba coś w rodzaju awangardy. Na szczęście Quartet ma świetnego perkusistę - Jordan Perlson samodzielnie wytyczał ścieżki gdy nagle wystrzeliwał przed kolegów dynamiką i głośnością solówek. W sytuacji, gdy większość tonów stawała się rozmyta i nie gubiła genezę podstawowego instrumentu, jego wybuchy stawały się najbardziej wyrazistą częścią koncertu.

Patrząc na sylwetkę kanadyjskiej gwiazdy, można nawet pomyśleć, że ciało uciekało z samego Seamusa Blake'a. Postawny korpus umieszczony na chudych (lol) nogach może oznaczać gonitwę za coraz to nowymi gatunkami. Jak już wspomniałem, bardzo dużo było tam elektroniki, ale znając współczesną alternatywę nie były one aż takim zaskoczeniem. Kosmosu szukał i chillout z początków lat dwutysięcznych, a wcześniej sam David Bowie z Brianem Eno. Swój występ na scenie impartu Seamus Blake zakończył utworem Send in the Clones, którego pulsujące intro zwracało prosto do równie mieszających w elektronice występów The Notwist.


(fot. Sławek Przerwa)


Lars Danielsson 5tet - Liberetto II
15.04.2015, sala teatralna Impartu
51. Jazz nad Odrą


Zdaje sobie sprawę, ze moja relacja z Jazzu nad Odrą może być niedoskonała, nieznająca się i w ogóle taka sobie. Na szczęście występ Larsa Danielssona zawierał akurat to, na czym się znam - gitary. Oczywiście duński przyjaciel Leszka Możdzera jest wirtuozem kontrabasu, ale sposób w jaki traktuje ten instrument pozwala mi odnieść się do moich "doświadczeń" z gitarą klasyczną. Delikatne muśnięcia samych strun jak również traktowanie ich w sposób bardziej perkusyjny pokazywały wszechstronność jego użycia. Każde przesunięcie po gryfie stanowiło oddzielną frazę tak wyrazistą, że solowe nuty Larsa nie potrzebowały jakiegokolwiek innego tła.

Był to koncert na wskroś akustyczny. Chodziło w nim nie tyle o pieczołowite dobranie instrumentów, ale oddanie klimatu każdego wydobywanego dźwięku. Rozchodził się on później w przestrzeni tak swobodnie i przejrzyście, że w jeszcze w trakcie wędrówki łączył się z innymi ścieżkami. Wysoka trąbka była naturalnym przedłużeniem fortepianu, a niższe tony kontrabasu uzupełniały uderzenia perkusji. Oczywiście bardzo spokojnie i zawsze harmonijne. To bardziej melodia dyktowała fakturę rytmu niż sam perkusista. Struny drgały w obrębie samych akordów - jeśli już muszę porównać to do jakiegoś bardziej przystępnego britpopu, to bardzo umiejętnie gra takim klimatem Noel Gallagher na swojej najnowszej płycie (szczególnie The Right Stuff).  

Takie podejście do brzmienia jest tym, czego ja - indie dziecko Trójki - szukam w jazzie najchętniej. Staranność wykonania, oparcie się dyktatowi słów i melodii, a przede wszystkim rozumienie najważniejszej roli każdego dźwięku. Żadnego nie można opuścić, czy przemilczeć w złym odsłuchu, bo samo przesunięcie się strun ustawia całą kompozycję. Przejrzystość i czystość wyrazu każdego instrumentu - na wrocławskim festiwalu oba te elementy są gwarantowane. Nie chodzi przecież tylko o parametry techniczne, a przede wszystkim o wybitnych wykonawców, którzy potrafią pokazać dźwięki z ich najlepszej strony.




poniedziałek, 13 kwietnia 2015

KROPKI-KRESKI: Jazz nad Odrą


51. Jazz nad Odrą
Plakat autorstwa Rafała Olbińskiego.

Już jutro rozpocznie się 51. edycja wrocławskiego festiwalu Jazz nad Odrą, która odbędzie się w Imparcie. Dyrektorem artystycznym imprezy jest znany i lubiany Leszek Możdżer, który zagra u boku takich gwiazd światowego jazzu jak Gwilym Simcock, David Sanborn czy Dave Liebman.

Nie będę ukrywał, że czytając line-up czuję się trochę jak słuchając najnowszych ogłoszeń Artura Rojka na OFF Festival. Czyli cóż, nikogo nie znam. Tak czy inaczej bardziej ogarnięci ode mnie w tym temacie mówią, że jest spoko (cześć Aga), więc pozostaje mi wierzyć na słowo.
Na pewno będzie bardzo ciekawie, bo jazz sam w sobie polega na szukaniu całkowicie nowych połączeń. Prowadzone w czasie rzeczywistym improwizacje płyną po klimacie tej szczególnej, wyjątkowej chwili, a jej ulotność i niepowtarzalność jest piękna. Jak ta z Gothego; "chwilo trwaj, jesteś piękna!"


Po więcej informacji zapraszam na stronę festiwalu (coś tam wklejałem, mam nadzieję, że wszystko działa)
 http://jazznadodra.pl/pl/