background
Testowy blog
  • Last
  • Facebook
  • Twitter
  • RSS
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spoon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spoon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

SP 7" : Straight to your heart

Sam Rockwell, mój ulubiony (zagraniczny) aktor w filmie Najlepsze Najgorsze Wakacje woła o wsparcie skandując słowa wielkiego przeboju Bonnie Tyler: "I need a hero. He's gotta be strong, he's gotta be fast, and gotta be fresh on the fight". Jest to bardzo treściwa scena, bohater jest bowiem niedojrzałym pracownikiem prowincjonalnego parku wodnego, a adresaci jego odezwy są kilkanaście lat młodsi i w ogóle nie rozumieją dowcipu. Złota era disco to dla nich jakaś odległa abstrakcja serwowana przez podstarzałego i przefajnionego gościa. Cóż, podobnie staroświeckie wydaje się być dziś pisanie listów.



Twierdzenie to zdaje się potwierdzać Britt Daniel coverując klasyczny utwór Love letters Shelley Fabare znany z filmu Blue Velvet. Brzmienie jest osnute melancholijną mgiełką, pokryte szlachetnym kurzem przeszłych czasów. Uderzenia stalowych strun gitary, pogłos wysokiej sali balowej, tempo obracającej się płyty winylowej. Jak ulał pasuje tutaj określenie "vitange" mające w znaczeniu także dostoją elegancję. Daniel to lider Spoon - jednego z najbardziej inteligentnych zespołów, który jest jednocześnie jednym z moich ulubionych i ta reinterpretacja podobna jest do ich ballady I Summon you. Tam również zwrotkę kończyło wołanie, prawie desperackie zapewnienie rzuconych na oślep uczuć do bliskiej nam osoby będącej daleko stąd.





 Do wspomnianego na początku Holding out for a hero równie bezpośrednio co Sam Rockwell nawiązuje Metronomy. W swoim singlu Love letters, który zwiastuje nowy album o tej samej nazwie zespół wreszcie nie brzmi dokładnie tak jak na poprzedniej płycie (pierwszy singiel I'm Aquarius dość bezczelnie korzystał z presetu Love underlined). Wreszcie pozwolili sobie na nutę szaleństwa, do której niezbędne były galopujące akordy na klawiszach pianina wyjęte z utworu Bonnie Tyler. Po wielkim sukcesie konceptu Random Access Memories Daft Punk tego typu opieranie się na latach 80-tych nie jest już niczym zaskakującym, ale akurat Metronomy tego potrzebowało. Ta analogowość ręcznie zdobionych dekoracji pięknie wyraża się w teledysku zawsze oryginalnego reżysera Michela Gondry'ego - twórcy Eternal Sunshine of the Spotless Mind. O ich poprzedniej płycie pisałem : "wszystko idealnie pasuje. Wszystko przypomina udanie złożone klocki Lego czy inne puzzle". Teraz sam zaśpiew Love letters jest bezpośrednio chwytliwy i bardzo spontaniczny. Nie są już tak aptekarsko dokładni, czy matematycznie bezbłędni, ale kto w tańcu przejmowałby się krokami.






Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o motywie z Her - najważniejszego filmu ostatnich lat, czułej opowieści o zagrożeniu naszych uczuć przez technologię. Jej główny bohater Theodore Twombly zajmuje się zawodowo pisaniem poruszających listów w imieniu zajętych lub oziębłych uczuciowo osób. Dla mnie jest to przerażająca wizja - słowa pisane w komputerze, ale koniecznie czcionką o handwritingowym charakterze pisma. Takie listy mają tylko symboliczne znaczenie, bo edytowane i uzupełniane przez sztuczną inteligencję tracą najważniejszy, niewidoczny element - czynnik ludzki. Każdy błąd językowy, każda niewyraźnie napisana litera, każda nieskładność czy chaotyczny bieg myśli odróżniają nas od zaprogramowanych algorytmów i zastępują tak odruchowe, głęboko humanistyczne wybuchy entuzjazmu czy innej emocji.
Może i z zewnątrz wyglądała normalnie, lecz wystarczył rzut oka na jej charakter pisma, żeby się przekonać, że wewnątrz jest cudownie poplątana".

Jednocześnie list tym różni się od rozmowy na czacie, czy od superszybkiego maila, że nie jest przerzucaniem się argumentami, nie trzeba w nim być błyskotliwym szermierzem słownym. Na papierze można się zwyczajnie rozpisać, wygadać; po jednej stronie doprowadzić myśl do końca, a po drugiej - spokojnie ją wysłuchać. Czytając spokojnie, nie przerywając sobie nawzajem, znajdując uczucia, których nie są w stanie pomieścić nawet największe serwerownie portali społecznościowych.

Każdy list jest listem miłosnym.  


PS. Wyszczególnione cytaty na końcu tekstu pochodzą z książki Jeffreya Eugenidesa Intryga Małżeńska, bardzo stylowa opowieść o dorastaniu w czasach, kiedy można było jeszcze poderwać dziewczynę interesującą literaturą.

piątek, 2 grudnia 2011

KROPKI - KRESKI : Believing is art

Spoon - Girs Can Tell (2001)

Strasznie mi się dzisiaj spodobało, jak Łyżki dopiero konstruują na tej płycie swoje niesamowicie inteligentne brzmienie, ta płyta jest zapisem jego tworzenia. Jest jeszcze lekka zamota i nieogarnięcie, ale ten cały chaos jest niesamowicie stylowy i wyrazisty.

niedziela, 24 lipca 2011

Inteligentna łyżka


Spoon - The Way We Get By by manouchka53



Spoon to amerykański zespół indie, którego największa zagadką jest to, dlaczego jest jeszcze tak słabo znany. Ostatnio nie są już tak alternatywni, że aż niszowi, ale ich dużą cechą pozostaje brzmieniowa małość i używana skromność środków muzycznych. "Wystąpili" już w wielu takiech skromnych filmach jak np. 500 days of summer a do takich soundtracków są idealni. Muzycznie tez są świetnie uznani (wszędzie świetne oceny, WSZĘDZIE). I mają fajną okładkę i razem z nią są jednym z najinteligentniejszych zespołów jakie znam.

Inteligencja ambiwalencja. Tak, cały czas mowa tu o muzyce i to ma faktycznie duże znaczenie, bo bez tego mogliby wszystko poprzykrywać dużą warstwą głośności i innych efektów sztuczek. Ale minimalizm. Tutaj świetnie nie ma miejsca na zbędny dźwięk i instrument.
The way we get by czyli najlepsze, najbardziej popowo wpadający w ucho fragment płyty. Chorobliwie chwytliwy od pierwszych dźwięków i oparty tylko na zwykłym pianinie grającym ładna melodię (cały czas na białych). A refren to tamburyn, klaskanie i naturalnie oczywiste zejście linie basowej. Bezpretensjonalna energia wokalisty odsyła nas do zwykłego pokoju prób, a produkcja nie szuka zbędnych przecież syntezatorów. Później wystarczy wzmocnić bas i dodać talerze. I tyle, już.

Minimalizm srealizm, a chodzi o to, że oni piszą po prostu bardzo proste piosenki. Kilka akordów pianina nadających rytm jak w Someone something , gdzie melodia wychyla się tylko na refren, tylko na chwilę. Kończący płytę Vittorio E. to przecież A-dur i D-dur, które doskonale znamy z All I want is you U2. Te najprostsze akordy wypisane z małych płytek Bitelsów. Tak jak dziadzio Macca, tutaj też bas musi być melodyjny, jak w All the preety girls go to city. Nie możn anie docenić też perkusisty, chociaż nie ma jakiś wyrazistych partii, to właśnie bębny napędzają tempo.

Świetne wstawki, jak spersonifikowany rytm do Stay don't go lub goniące słuchacza pukanie w otwierającym Small stakes.. Inteligentnie. Gitara elektryczna jeśli sie pojawia, to tlyko aby ożywić melodieę i cały czas wygrywa te staroświeckie akordy. Ta płyta ma już 10 lat, ale zupełnie tego nie słychać w ogóle. Tutaj nie ma po prostu co się zestarzeć. Genialne melodyjne melodie, akustyki i C-dury zostaną na zawsze.

No i oni są z USA, co ma także niebagatelne znaczenie i co także świetnie słychać, bo właśnie amerykanie mają takie bystre zespoły (vide Modest Mouse). Brytole zawsze pojadą bezczelną flegmą i łobuzerstwem jak od np. Oasis lub też ew. przechodzą w eleganckie retro. Tutaj sposób w jaki wykorzystane jest pianino jest świetnie błyskotliwy i ożywczy, No i mamy ten akcent jankesów, którym zaciąga wokalista w refrenie The way we get by energicznie zapychając wolne miejsca w takcie. Jest  w tym coś cholernie charakterystycznego i po amerykańsku awersome.

Te najważniejsze składniki - prostota i minimalizm zawsze jednak sprawdzają się w balladach. Niesamowitym owocem tych zabaw Spoona jest Paper Tiger (czyste piękno). Zaczyna się niebanalnie tylko po to, że żeby utrzymać prosty rytm. Klawisze są cudownie miękkie, a ten rytm to jakieś poduszki powietrzne zabezpieczające wszystko. Wszystkim jest intymna atmosfera tej piosenki. Wycofanie i nieśmiale człowiek spowiada się ze swojej naiwności, że I'm not dumb, just wanna hold your hand. Gitary dają zgrzyt i niepewność . A pałeczki byją rytm i czekają w tej samotni nadwrażliwca.
I will be there with you when you turn on the light


Płyty Spoon nie pozostawia obojętnym. Świetna energia z najprostszych środków plus cwane przeszkadzajki dają formułę indie ciekawego i inteligentnego i prawie idealnego.I genialna, kompletna i zupełnie nienachalna produkcja, wszystko wyliczone ze wzorów Pichforka i podporządkowane tym bardzo świetnym po prostu ładnym m e l o d i o m.  A wreszcie nie chodzi tylko szpan taką płytą, ale taki Paper tiger wzrusza i pokazuje
te najważniejsze, też najprostsze emocje.

Spoon - Paper Tiger by VincentAnzalone